Ostatnie kilka tygodni to był istny wyścig z czasem. Nasza uwaga była w 100% skupiona na vanie i pracach z nim związanych. Dziś w końcu jesteśmy w podróży i zanim zacznę opowiadać historie z drogi, chciałabym podzielić się z Wami kilkoma lekcjami, które wraz z Łukaszem wynieśliśmy z tego okresu.

Budowanie kampera nauczyło nas bardzo dużo. W tym czasie musieliśmy pokonać wiele trudności i zmierzyć się z naszymi słabościami. Jedną z nich był perfekcjonizm, z którego nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę. Okazało się, że w obu nas tkwiło silne przeświadczenie, że musimy być najlepsi, a efekty naszej pracy- idealne. Jak się domyślacie, takie mieliśmy również oczekiwania wobec naszego vana. Jednakże ani życie, ani my, ani okoliczności nigdy nie są perfekcyjne.

Wszystko, co robiliśmy w naszym vanie, robiliśmy po raz pierwszy. Same przygotowania do rozpoczęcia prac zajęły nam prawie miesiąc, tyle potrzebowaliśmy na dokładny plan, poprawkę tego planu, poprawkę poprawki planu itd. W trakcie budowy wciąż pojawiały się nowe wyzwania. Albo przycięliśmy coś źle, albo źle obliczyliśmy, to znów coś się zgięło, albo czynność, która miała nam zająć godzinę, zabierała cały dzień. Jednym słowem wszystko było inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy. Inaczej niż oglądaliśmy w internecie, na jutubie, czy czytaliśmy na blogach. Nikt nigdzie nie wspominał, że budowanie kampera to pasmo niespodzianek i trudności.

Miał być piękny jak z obrazka. Jednak był po prostu… busem z zarysem mieszkania w środku. Wciąż pokazujący nam, że nie mamy wpływu na rzeczywistość w takim stopniu, jakim byśmy chcieli. Z czasem, po stoczonych walkach, nie pozostało nam już nic innego, jak nauczyć się akceptować okoliczności takimi, jakimi są. Przybyło nam również pokory, narzekaliśmy mniej i również mniej się denerwowaliśmy, kiedy nie wszystko szło po naszej myśli. Staliśmy się bardziej elastyczni, zaczęliśmy się dostosowywać do tego, co mamy. Staliśmy się też troszkę bardziej odważni. Już nie czekamy, aż będziemy w czymś ekspertami, nie boimy się pokazywać tego, że czegoś nie umiemy, że wciąż się uczymy.

Są to cenne lekcje, których owoce zbieramy od początku podróży. Drugiego dnia, kiedy okazało się, że nie działa nasz panel słoneczny, nie wpadliśmy w panikę. Oczywiście nerwów nie brakowało. Szczególnie na początku, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że być może będziemy musieli wrócić do Polski, byliśmy mocno wystraszeni. Jednak nie poddaliśmy się temu lękowi ani nerwom. Zaczęliśmy szukać, pytać, zastanawiać się, co możemy zrobić. Zaczęliśmy współpracować z tym, co mamy- zdjęciami z przygotowań i podłączenia panela oraz kilkoma narzędziami. Znaleźliśmy sklep elektryczny i kupiliśmy woltomierz. I po kilku godzinach udało się nam naprawić usterkę! To był nasz olbrzymi sukces! Nie poddaliśmy się, nie pokłóciliśmy, nie obwinialiśmy jeden drugiego, tylko w miarę spokojnie działaliśmy.

I choć była to nasze niedopatrzenie, nie wstydzimy się do tego przyznać, nie udajemy, że jesteśmy ekspertami w van life. Jesteśmy tylko ludźmi, zwykłą parą, która postanowiła nie czekać do ustawowej emerytury, aby spełniać marzenia. Koniec końców nasz vanik wygląda i działa całkiem przyzwoicie, a te niedoskonałości, które tak nas denerwowały w trakcie, stały się naszymi wspomnieniami i przedmiotami żartów. Świadectwami naszej nauki i naszych małych zwycięstw, kiedy udało nam się ominąć trudność. Stanowią też o tym, że ten bus jest nasz, że zbudowaliśmy go własnymi rękami.

PS: Poniżej obrazek z cytatami, który Łukasz pokazał mi, kiedy byliśmy w trakcie budowy busa. Nie wierzę w przypadki- był to dokładny opis tego, co przeżywaliśmy, procesu w jakim byliśmy. Na jego podstawie powstał również ten tekst.

 

Polub nas!
Facebook
YouTube
Instagram
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial

Polub nas!